
Tzw 'niealkoholowe imprezy GiLA'. Zaniemogłam od 9 do 14. czuje się jakby była 10. Jako, że obiecałam gospodarzowi opisać te zacną posiadówę zabieram się do dzieła. No tak, wiem, miał być fotoblożek, ale blogspoty są teraz takie pro-o-o (bardziej niż fotografowie feszyn ; ' d).
Pamiętam,że rado miał dobre śliwki. Koniec.
jak poszłaś stwierdziłam: jest zajebiście, więc nie marudź dziecko. do siebie stwierdziłam.
OdpowiedzUsuńo ja.
te te zwierzęta som dobre na ulicach :D to jakas przejsciowa epidemia, czy z miasta zakochanych i aniołów zmieniamy sie w miasto zwierzat dzikich?
OdpowiedzUsuńdzienks ; *
nienawidzę gila :C
OdpowiedzUsuń